Uczelnia bez studentów

Niejeden z pracowników naukowych zgodziłby się ze słowami, iż uniwersytet byłby wspaniałym miejscem, gdyby nie studenci. Z perspektywy prowadzącego zajęcia wygląda to tak, że on – ambitny, zdolny i wybitny doktorant pnie się po szczeblach naukowej kariery, spędza całe popołudnia w czytelniach nad publikacjami wybitnych znawców dziedziny, którą zamierza się zajmować, bierze udział w konferencjach, na których wygłasza ciekawe referaty – aż w końcu zyskuje wymarzony tytuł i wtedy, a czasem jeszcze wcześniej, przychodzi mu prowadzić zajęcia dla osób kompletnie niezainteresowanych tematem. Mających podejście roszczeniowe, opuszczających zajęcia, a pod koniec roku oczekujących zaliczenia ćwiczeń czy wykładu. Mało który nauczyciel akademicki ma zacięcie pedagogiczne i zależy mu na tym, by słuchacze wychodzili z jego zajęć ubogaceni – bo też nie to jest jego zadaniem. Ale gdy ze strony osób kilkanaście lat młodszych od niego spotyka się z lekceważeniem jego osoby i jego dobrych chęci, faktycznie może dojść do wniosku przedstawionego na początku. Chyba że uda mu się zachować filozoficzny dystans do braków w motywacji młodego pokolenia, nie przestanie od swych studentów wymagać, ale też na podstawie kilku niemiłych doświadczeń nie wyrobi sobie zdania na temat całości. I nie zacznie wszystkich od razu skreślać.

Both comments and pings are currently closed.